Authors Posts by admin

admin

20 POSTS 0 COMMENTS

1490

W ostatnich latach rośnie zainteresowanie czynnikami psychologicznymi, które napędzają popularność teorii spiskowych. Ludzie mogą być podatni na teorie spiskowe, gdy pozwalają one zaspokoić ważne potrzeby psychologiczne, które można podzielić na kategorie poznawcze (np. pragnienie zrozumienia, ścisłości i subiektywnej pewności), egzystencjalne (np. pragnienie kontroli i bezpieczeństwa) oraz społeczne (np. pragnienie utrzymania pozytywnego obrazu siebie lub grupy).  Większość dostępnych wyników badań analizujących konsekwencje wiary w teorie spiskowe nie wskazuje jednak na to, że pomagają one ludziom zaspokajać te potrzeby.

Poszukiwanie wyjaśnień obserwowanych zdarzeń jest zasadniczą częścią budowania stabilnego, dokładnego i wewnętrznie spójnego rozumienia świata. Specyficzne motywy poznawcze, którym mogą służyć teorie spiskowe, obejmują zaspokajaną ciekawość (gdy informacje są niedostępne), zmniejszanie niepewności i oszołomienia (gdy dostępne informacje są sprzeczne),  poszukiwanie ukrytego znaczenia (gdy zdarzenia wydają się przypadkowe) oraz obronę własnych przekonań przed zaprzeczeniem.

W odniesieniu do tych motywów teorie spiskowe mają atrybuty, które odróżniają je od innych rodzajów wyjaśnień przyczynowych. Teorie spiskowe są spekulacjami o różnym stopniu nasilenia, gdyż traktują o działaniach ukrytych przed opinią publiczną i sugerują koordynację spisku przez szereg różnych osób. Są tym samym niejako odporne na zdementowanie, ponieważ według założeń tych teorii, osoby zamieszane w spisek ukrywają się i dezinformują, aby ukryć swoje działania, a ludzie, którzy próbują obalać teorie spiskowe, mogą sami być częścią spisku. Pokrewną właściwością teorii spiskowych jest to, że mogą chronić ugruntowane przekonania poprzez podejście do dowodów (np. wyników badań naukowych) jako do „produktu” mającego swój udział i określone znaczenie w całym spisku [1] [2].

Teorie spiskowe wydają się dostarczać szerokich, wewnętrznie spójnych wyjaśnień, które pozwalają ludziom zachować przekonania w obliczu niepewności i sprzeczności.  Badania sugerują, że wiara w teorie spiskowe jest silniejsza, gdy zwiększona jest motywacja do poszukiwania wzorców w swoim środowisku [3].  Wydaje się również, że wiara w teorie spiskowe jest silniejsza, gdy wydarzenia są szczególnie duże lub znaczące, a ludzie są nieusatysfakcjonowani przyziemnymi wyjaśnieniami [4]. Badania sugerują również, że wiara w spisek jest silniejsza, gdy ludzie doświadczają cierpienia w wyniku poczucia niepewności [5].

Poznawcze wady teorii spiskowych nie wydają się być oczywiste dla ludzi, którzy nie mają zdolności lub motywacji do krytycznego i racjonalnego myślenia. Przekonanie o spisku jest skorelowane z niższym poziomem myślenia analitycznego [6] i niższym poziomem wykształcenia [7]. Wiąże się również z tendencją do przeceniania prawdopodobieństwa współwystępowania zdarzeń [8] oraz tendencją do postrzegania sprawczości i intencjonalności tam, gdzie jej nie ma [9].

Niektóre badania wskazują, że teorie spiskowe mogą być bardziej atrakcyjne niż satysfakcjonujące. Skrajne i ugruntowane postawy związane są z przekonaniami spiskowymi, co sugeruje, że mogą one pomagać ludziom bronić swoich przekonań przed zaprzeczeniem [10].

Wyjaśnienia przyczynowe służą również potrzebie bezpieczeństwa i sprawowania kontroli nad swoim środowiskiem [11]. Kilka wczesnych teorii dotyczących podłoża przekonań spiskowych sugerowało, że ludzie zwracają się ku nim, aby uzyskać kompensacyjną satysfakcję, gdy niektóre z ich potrzeb są zagrożone. Na przykład ludzie mogą otrzymywać kompensacyjne poczucie kontroli poprzez teorie spiskowe, ponieważ dają im one możliwość odrzucenia oficjalnych narracji i wtedy mogą poczuć, że posiadają swoje alternatywne wyjaśnienie [12]. Teorie spiskowe mogą zwiększać poczucie bezpieczeństwa odgrywając rolę formy wykrywania oszustw, w ramach której rozpoznawane mają być niebezpieczne i niegodne zaufania osoby, a zagrożenie, jakie one stwarzają, ma być redukowane lub neutralizowane [13].

Badania wykazały, że ludzie chętnie sięgają po teorie spiskowe, gdy czują niepokój [14] i bezsilność [15]. Inne badania wskazują na to, że przekonanie o spisku jest silnie związane z brakiem kontroli społeczno-politycznej lub brakiem wsparcia psychologicznego [16].

Podatność na wyjaśnienia spiskowe może być również podyktowana chęcią przynależności i utrzymania pozytywnego obrazu siebie lub swojej społeczności. Badacze sugerują, że teorie spiskowe dowartościowują, pozwalając na przypisywanie innym winy za obserwowane negatywne skutki konkretnych zjawisk. W ten sposób mogą pomagać w utrzymywaniu pozytywnego obrazu siebie i swojego środowiska jako kompetentnego i moralnego, ale sabotowanego przez innych, potężnych i pozbawionych skrupułów, ludzi. Jeśli tak jest, można domniemywać, że teorie spiskowe są szczególnie atrakcyjne dla osób, które czują, że ich wizerunek lub wizerunek grupy, której są częścią może być zagrożony [17].

Wyniki badań sugerują, że doświadczenia ostracyzmu skłaniają ludzi do wiary w przesądy i teorie spiskowe, najwyraźniej w celu nadania sensu ich doświadczeniom[18]. Członkowie grup, którzy mają obiektywnie niższy status ze względu na pochodzenie etniczne lub dochód są bardziej skłonni do popierania teorii spiskowych [19]  [20] .

Badania sugerują również, że teorie spiskowe mogą być wykorzystywane defensywnie, aby uwolnić siebie lub swoje środowisko od poczucia winy z powodu swojego niekorzystnego położenia. Zgodnie z tą defensywną motywacją, skłonność do przejawiania przekonań spiskowych wiąże się z narcyzmem – wyolbrzymionym poglądem na samego siebie, wymagającym zewnętrznej walidacji i powiązanym z paranoidalnymi tendencjami [21]. Grupy, które czują, że stały się ofiarami pewnego zjawiska, częściej popierają teorie spiskowe dotyczące wpływowych, wrogich grup interesu [22].

Chociaż niektórych ludzi wyraźnie pociągają teorie spiskowe, wcale nie jest jasne, czy utożsamianie się z nimi jest owocnym sposobem na zaspokajanie własnych potrzeb. Cechą teorii spiskowych jest ich negatywny i nieufny stosunek wobec innych ludzi czy grup. Jest więc prawdopodobne, że są one nie tylko objawem, ale także przyczyną poczucia wyobcowania i anomii – poczucia osobistego niepokoju i niezrozumienia świata społecznego [23]. Badania pokazują, że narażenie na teorie spiskowe zmniejsza zaufanie do instytucji rządowych, nawet jeśli teorie spiskowe nie są powiązane z tymi instytucjami [24]. Powodują także rozczarowanie politykami i naukowcami [25]. Badania sugerują, że pomimo uciekania w przekonania spiskowe przez ludzi, którzy mają wzmożone potrzeby poznawcze, egzystencjalne i społeczne, teorie spiskowe mogą im w ogóle na te potrzeby nie odpowiadać. W tym sensie teorie spiskowe mogą być postrzegane jako ironiczny lub autodestrukcyjny przejaw motywacji poznania społecznego.

Istnieją również podstawy, aby oczekiwać, że przyszłe badania wykażą, że teorie spiskowe w jakimś stopniu zaspokajają potrzeby niektórych osób. Eksperymentalne badania przeprowadzone do tej pory dotyczyły populacji, które nie są szczególnie pokrzywdzone lub zagrożone i które generalnie nie popierają teorii spiskowych (np. studenci). Dla tych ludzi teorie spiskowe mogą być odbierane jako niepokojące, destabilizujące i potencjalnie alienujące. Jednak według niektórych naukowców teorie spiskowe mogą czasami być adaptacyjne dla pewnych osób. Dotyczy to grup i jednostek, które są już wyobcowane ze społeczeństwa i którym to teorie spiskowe mogą oferować pewną rekompensatę, jak również poprzez związane z tym poczucie solidarności i zaangażowania działania zbiorowe [26] [27]. W społecznościach, w których teorie spiskowe są powszechne, wiara w spisek może stanowić ważne źródło przynależności i poczucia tworzenia własnej, wspólnej rzeczywistości.

Aby przeprowadzić rzetelne testy użyteczności przekonań spiskowych, potrzebne są kontrolowane badania podłużne i eksperymentalne populacji zagrożonych i znajdujących się w niekorzystnej sytuacji. W jednym z projektów badacze odkryli, że szkodliwy wpływ tych zagrożeń na ogólny dobrostan został wyeliminowany, gdy uczestnicy byli pod wpływem teorii spiskowych [28]. Przyszłe badania muszą obejmować osoby, których potrzeby psychologiczne są chronicznie lub eksperymentalnie zagrożone, i ustalić, czy wiara w spisek przybliża ich lub oddala od zaspokojenia tych potrzeb.

 

327

Grupa 17 badaczy z różnych dyscyplin, od biologii po filozofię, opublikowała artykuł, w którym przekonuje, że wpływ mediów społecznościowych należy traktować jako „dyscyplinę kryzysową”. Media społecznościowe radykalnie zmieniły sposób, w jaki się komunikujemy, i to w niewiarygodnie krótkim czasie.

W nowym artykule opublikowanym w prestiżowym czasopiśmie naukowym PNAS na początku czerwca, zatytułowanym „Zarządzanie globalnymi zachowaniami zbiorowymi”, siedemnastu badaczy specjalizujących się w bardzo różnych dziedzinach, od klimatologów po filozofów, stwierdziło, że naukowcy powinni traktować badanie wpływu technologii na społeczeństwo na dużą skalę jako „dyscyplinę kryzysową”. Dyscyplina kryzysowa to dziedzina, w której badacze różnych dziedzin konsolidują swoje wysiłki i pracują wyjątkowo intensywnie, aby rozwiązać pilny problem społeczny — jak na przykład naukowcy w ramach biologii konserwatorskiej starają się chronić zagrożone gatunki.

Z artykułu wynika, że brak zrozumienia zbiorowych skutków behawioralnych nowej technologii stanowi zagrożenie dla demokracji i postępu naukowego. Badacze zwracają uwagę na to, że firmy technologiczne przechodzą przez trwającą pandemię koronawirusa, nie mogąc powstrzymać „infodemii” dezinformacji, która utrudniła powszechną akceptację stosowania się do środków zapobiegawczych. Autorzy ostrzegają, że jeśli będzie się pogłębiało niezrozumienie, a social media zostaną pozostawione bez żadnej kontroli, wkrótce możemy zmierzyć się z wieloma negatywnymi tego konsekwencjami takimi jak manipulacje w wyborach, choroby, brutalny ekstremizm, głód, rasizm i wojna.

Portal Recode rozmawiał z głównym autorem artykułu, Joe Bak-Colemanem, stażystą z University of Washington Center for an Informed Public, a także ze współautorem Carlem Bergstromem, profesorem biologii na University of Washington, analizując wezwanie do zmiany paradygmatu w sposobie, w jaki naukowcy badają technologię, z której korzystamy na co dzień.

Carl Bergstrom: „Moje oryginalne wykształcenie to epidemiologia chorób zakaźnych, wirusów układu oddechowego. Dzięki temu mogłem podczas pandemii pracować nad sprawami, które są dość ważne z punktu widzenia COVID-19.(…) Odnoszę wrażenie, że szczególnie media społecznościowe – ale także szersza gama technologii internetowych, w tym algorytmy wyszukiwania i reklamy oparte na kliknięciach – zmieniły sposób, w jaki ludzie zdobywają informacje i formułują opinie o świecie. To pokazało, że ludzie są szczególnie podatni na rozpowszechnianie dezinformacji. Odnosząc się do konkretnego przykładu: niewłaściwie wykonany artykuł badawczy może sugerować, że hydroksychlorochina leczy COVID-19. W ciągu kilku dni światowi liderzy promują ten artykuł, a ludzie walczą o ten lek i przez to przestaje być on dostępny dla ludzi, którzy potrzebują go do leczenia innych schorzeń. To stanowi poważny problem zdrowotny. Fragmenty dezinformacji eksplodują z bezprecedensową prędkością w sposób, który nie miałby miejsca przed pojawieniem się mediów społecznościowych. Można stworzyć duże społeczności ludzi, które posiadają konkretne konstelacje wierzeń, które nie są ugruntowane w rzeczywistości. (…) Można tworzyć polaryzację na wiele różnych, nowych sposobów. Można też tworzyć środowisko informacyjne, w którym dezinformacja rozprzestrzenia się organicznie, a konkretne społeczności mogą być szczególnie podatne na ukierunkowaną dezinformację. Nie znamy jeszcze skali tego zjawiska. Nie ma powodu, dla którego dobre informacje wzniosą się na szczyt dowolnego zaprojektowanego przez nas ekosystemu.

„Istnieje błędne przekonanie, kiedy mówimy: „Ekspozycja na reklamy jest zła — to szkodzi”. Ekspozycja na reklamy może, ale nie musi być zła. Nas niepokoi fakt, że ekosystem informacyjny rozwinął się w sposób, w który zdaje się iść niezależnym torem wobec troski o prawdziwość informacji czy wpływu informacji na dobrostan człowieka, demokrację, na zdrowie, na ekosystem. Te kwestie są po prostu pozostawione do rozwiązania, bez zbytniego namysłu lub wskazówek wokół nich.”

Oto kilka interesujących fragmentów zaczerpniętych ze źródłowego artykułu:

„Ani ewolucyjne, ani technologiczne zmiany w naszych systemach społecznych nie pojawiły się w wyraźnym celu promowania globalnego zrównoważonego rozwoju lub jakości życia. Najnowsze rozwijające się technologie, takie jak internetowe media społecznościowe, nie są wyjątkiem — zarówno struktura naszych sieci społecznościowych, jak i wzorce przepływu informacji są kierowane przez decyzje inżynieryjne podejmowane w celu maksymalizacji rentowności. Zmiany te są drastyczne, nieprzejrzyste, skutecznie nieuregulowane i na ogromną skalę.”

„Podstawowy problem jest następujący: czy procesy behawioralne na dużą skalę są samowystarczalne i samokorygujące, czy też wymagają aktywnego zarządzania i wskazówek w celu promowania zrównoważonego i sprawiedliwego dobrostanu? Historycznie te pytania były rozwiązywane w kategoriach filozoficznych lub normatywnych. W tym przypadku opieramy się na naszym zrozumieniu zaburzonych złożonych systemów, aby argumentować, że bez polityki opartej na dowodach i etycznego zarządzania nie można oczekiwać, że ludzka dynamika społeczna przyniesie rozwiązania problemów globalnych lub będzie promować ludzki dobrobyt.”

„Ewolucja kulturowa zachodzi w znacznie szybszej skali czasowej i radykalnie ukształtowała zbiorowe ludzkie zachowanie. Proces ten tylko przyspieszył, a nasze zbiorowe zachowanie występuje teraz w środowisku, które jest definiowane przez ostatnie innowacje w technologii komunikacji (np. media społecznościowe, poczta elektroniczna, telewizja).”

„Nie tylko społeczeństwa na naszą skalę są rzadkie w świecie przyrody; są również często niestabilne ekologicznie tam, gdzie się tworzą. Istnieje wiele możliwych wyzwań, przed którymi stoją takie duże grupy. Niewielkie zasoby, być może wynikające ze zdegradowanych dóbr wspólnych lub przeludnienia, mogą powodować międzygrupową lub międzyosobniczą konkurencję i wojny. Chociaż istnieją dowody na to, że wspólne dobra mogą być zrównoważone, trudno jest to uczynić – szczególnie w skali globalnej.

„Chociaż informacje mogą rozprzestrzeniać się w sposób podobny do choroby, modele muszą również uwzględniać, w jaki sposób jednostki integrują i dostosowują zachowanie, formułują opinie i doświadczają zmian w emocjach w oparciu o informacje z wielu źródeł. W różnych dyscyplinach opracowano wiele powiązanych ze sobą modeli przekazywania informacji i zachowań, w tym złożone zarażanie (obliczeniowe nauki społeczne), konformizm (psychologia, antropologia ewolucyjna), reguła większości (nauki polityczne, fizyka statystyczna), zastosowania i gratyfikacje (komunikacja) oraz uczenie się zależne od częstotliwości (zachowania zwierząt). Praktycznie wszystkie te modele wykazują silną zależność od struktury sieci. W wielu sformułowaniach zmiany gęstości sieci, tworzenie klastrów lub obecność wpływowych osób determinują dynamikę transmisji. Takie zmiany są nieuniknione, gdy grupy przyjmują pewne nowe technologie komunikacyjne.”

„Osoby o rozbudowanej sieci kontaktów mają zbyt duży wpływ i jest mało prawdopodobne, aby ich centralna pozycja była związana wyłącznie z byciem twórcą informacji wyższej jakości. Ich popularność może być natomiast wynikiem kumulacji przewagi lub tendencji do wywoływania reakcji emocjonalnej. Grupy interesów wykorzystują nową technologię komunikacji do rozpowszechniania dezinformacji, co częściowo wyjaśnia, dlaczego negacjoniści klimatyczni są nadreprezentowani w nietradycyjnych mediach cyfrowych. W kontekstach, w których decyzje zależą od dokładnych informacji o świecie, procesy te mogą podważać zbiorową inteligencję lub promować niebezpieczne zachowania, takie jak odmowa szczepienia.”

„Ponieważ koszty przekazywania fałszywych informacji maleją, poszczególne podmioty i jednostki są w stanie czerpać większe korzyści ideologiczne i polityczne z jawnych kłamstw. Część społeczeństwa lub konkretne społeczności wielokrotnie narażone na fałsz mogą je normalizować lub nie mieć dostępu do środowiska informacyjnego zdolnego do oddzielenia faktów od fikcji. Usunięcie filtrów, które sprzyjają  informacjom wysokiej jakości w połączeniu z szybkim rozpowszechnianiem nieprawdziwych doniesień, może stanowić jedno z większych zagrożeń dla ludzkiego dobrobytu (…).”

„Sugerujemy, że istnieje pilna potrzeba stworzenia odpowiednika przysięgi Hipokratesa dla każdego, kto studiuje lub interweniuje w zachowania zbiorowe, czy to ze środowiska akademickiego, czy z firm zajmujących się mediami społecznościowymi i innych firm technologicznych. Decyzje, które mają wpływ na strukturę społeczeństwa, nie powinny być podyktowane interesem poszczególnych podmiotów, ale wartościami takimi jak nieszkodzenie, życzliwość, autonomia i sprawiedliwość. W zakresie, w jakim wartości i potrzeby różnią się w zależności od jednostki i kontekstu kulturowego, decyzje te będą wymagały starannego rozważenia lub rozwiązań dostosowanych do kontekstu”.

Źródła:

https://www.vox.com/recode/2021/6/26/22550981/carl-bergstrom-joe-bak-coleman-biologists-ecologists-social-media-risk-humanity-research-academics

https://www.pnas.org/content/118/27/e2025764118

 

1459

Tylko dwanaście osób jest źródłem 65% fałszywych treści antyszczepionkowych, które docierają do nas za pośrednictwem mediów społecznościowych.

Szczepionka przeciwko koronawirusowi zawiera mikroprocesory w celu ciągłego monitorowania naszego życia. Wirus COVID-19 został stworzony przez firmy farmaceutyczne, które od dawna szukały sposobu na zarobek i ostatecznie odniosły sukces, a wirus zasadniczo nie jest bardziej niebezpieczny niż zwykła grypa. Według innych po prostu nie istnieje.

Teorie spiskowe idą pełną parą. Przez 18 miesięcy, odkąd pandemia na dobre weszła w nasze życie, fake newsy osiągnęły bezprecedensowy poziom, ponieważ internet, a zwłaszcza media społecznościowe, bardzo pomagają ich autorom.

Dowolna bajka, którą można wymyślić i napisać na Twitterze w ciągu kilku minut dociera do wielu różnych krajów wywołując niepokój skutkujący wzmocnieniem ruchu antyszczepionkowego. Dzięki zwykłemu surfowaniu po internecie każdy może przeczytać, co myśleć o przyczynach pojawienia się koronawirusa, a zwłaszcza o negatywnych konsekwencjach, jakie mogą ponieść osoby zaszczepione.

Według sondażu przedstawionego w państwowym radiu NPR w Stanach Zjednoczonych, większość fałszywych wiadomości rozpowszechnianych przez osoby zainteresowane szczepieniami pochodzi od zaledwie… 12 osób. Ten tuzin wytwarza 65% propagandy antyszczepionkowej krążącej na Facebooku, Instagramie i Twitterze.

W ciągu ostatnich kilku dni Facebook zadbał o zamknięcie większości kont zarządzanych przez te dwanaście osób i zablokowanie ponad 16 mln postów. Bo czym innym jest napisać, że człowiek nigdy nie stanął na Księżycu albo że Ziemia jest płaska, co nie wpływa na prawidłowe funkcjonowanie społeczeństwa, a czym innym rozpowszechniać twierdzenia, że szczepionki powodują sterylizację, karcynogenezę czy inne choroby.

W Stanach Zjednoczonych te osoby są bezpośrednio obwiniane za to, że USA nie uzyskało odpowiedniego muru odporności, co skutkuje tysiącami dodatkowych ofiar choroby.

„Szczepienie Amerykanów jest niezbędne, aby zapobiec tej pandemii. Rozprzestrzenianie się w Internecie dezinformacji o szczepionkach ma śmiertelne konsekwencje. Dlatego poprosiłam platformy mediów społecznościowych o podjęcie działań poprzez zamknięcie kont, które rozpowszechniają kłamstwa” – powiedziała senator stanu Minnesota Amy Klobuchar.

Co teoretycy spiskowi zyskują przez rozpowszechnianie informacji próbujących fałszywie obalić dane naukowe? Pieniądze. W ten proceder najbardziej zaangażowani są aktywiści i przedsiębiorcy zajmujący się medycyną alternatywną. Sprzedają oni suplementy diety i książki, reklamy na swoich stronach internetowych lub utrzymują się ze sponsoringu od swoich fanów.

Z reguły nie są ani paranoidalnymi, ani oszukanymi ideologami. Poszukują zysku, dlatego biorą prawdziwy fakt i celowo go zniekształcają,  np. wiadomość o śmierci konkretnej osoby kojarzą z faktem, że kilka dni lub tygodni wcześniej przyjął szczepionkę. Nie mając przy tym cienia dowodu, że szczepienie przyczyniło się do zgonu.

Kto jest ojcem ruchu antyszczepionkowego?

Ojcem współczesnego ruchu antyszczepionkowego jest 64-letni Andrew Wakefield. Były brytyjski lekarz i naukowiec, któremu odebrano uprawnienia medyczne, gdy sfałszował dane naukowe, aby dowieść, że szczepienia mogą powodować autyzm. Został oskarżony o zorganizowanie oszustwa, które miało mu przynieść do 43 milionów dolarów zysku.

Według British Medical Journal w 2011 roku były chirurg założył w imieniu swojej żony dwie firmy (Immunospecifics Biotechnologies Ltd i Carmel Healthcare Ltd), które wykorzystały panikę, jaką wywołał, sprzedając test na wykrywanie przypadków autyzmu. Jego działalność doprowadziła do ponownego pojawienia się chorób, które zniknęły w Wielkiej Brytanii i innych częściach świata, ponieważ niektórzy mu wierzyli i nie podali swoim dzieciom wymaganych szczepionek.

Innym ciekawym przykładem jest przypadek skrajnie prawicowego amerykańskiego producenta radiowego Alexa Jonesa, który w pewnym momencie zgromadził dwa miliony słuchaczy swojej audycji i miał co najmniej 20 milionów unikalnych użytkowników na swojej stronie internetowej. Jest on znany m.in. z przekonywania swoich rodaków, że szczepienie to oszustwo liberalnych elit. W toku swojej działalności sprzedawał m.in. pastę do zębów SuperSilver, która nie tylko miała wybielać zęby, ale i wzmacniać układ odpornościowy do walki z koronawirusem. W rzeczywistości 80% zysków firmy Jonesa pochodzi ze sprzedaży produktów, które mają stanowić rozwiązania lęków, które on sam promuje wśród swoich odbiorców. Zyski, jakie generuje mają sięgać nawet 10 mln dolarów w skali roku.

Wśród obecnych dwunastu „superrozsiewaczy” teoretyków spisku koronawirusa ma znajdować się m.in. amerykański prawnik Robert F. Kennedy Jr. (bratanek zamordowanego byłego prezydenta USA Johna F. Kennedy’ego). Również on sugerował, że szczepionki są powiązane z autyzmem. Następnie, już podczas pandemii, podzielił się nieuzasadnionymi teoriami łączącymi koronawirusa z sieciami komórkowymi 5G i stwierdził (bez dowodów), że śmierć legendy baseballu Hanka Aarona 22 stycznia tego roku była częścią „fali związanej ze szczepieniami”.  W rezultacie wiele osób mu uwierzyło i zdecydowało się nie zaszczepić. W związku z teoriami, jakie głosi liczba jego obserwujących na jego koncie na Instagramie wzrosła ze 121 tys. do 454 tys.

Źródła:

https://www.npr.org/2021/05/13/996570855/disinformation-dozen-test-facebooks-twitters-ability-to-curb-vaccine-hoaxes?t=1625834231129

https://rua.gr/news/sobmn/42490-avtory-teorij-zagovora-kto-oni.html

https://www.newsbeast.gr/world/arthro/7567674/koronoios-me-poion-tropo-ploutizoun-oi-synomosiologoi

251

Irina Yagodkina, zastępca Naczelnego Lekarza Międzyrejonowego Szpitala Klinicznego w Abakan, opublikowała obszerny post na temat szczepień na swojej stronie na Facebooku.

– „Zaszczepić się czy nie? Oto jest pytanie!”: Tak można sparafrazować słynny klasyk. Niestety bzdury, które czasem słyszy się i czyta o szczepionce, po prostu „rozrywają” mózg. Zwłaszcza jeśli pochodzą z ust moich kolegów lekarzy. Nie mówię o chipowaniu i przymusowej sterylizacji populacji za pomocą szczepionki. To po prostu klasyka wojny informacyjnej: „Im bardziej potworne kłamstwo, tym chętniej w nie uwierzą” – to hasło osławionego Goebbelsa.

Zaczęło jednak pojawiać się coraz więcej publikacji, w których szczepienia przeciw COVID-19 stały się częścią „teorii spiskowej”, wypowiedzi znanych i szanowanych ludzi zaszkodziły idei szczepień, choć niektóre z tych wypowiedzi publikowano rzekomo długo przed pojawieniem się COVID-19.

Nie będę nawet próbowała nikogo przekonywać, a oto dlaczego: proponuję, aby przeciwnicy szczepień zapoznali się z teorią doboru naturalnego Karola Darwina (1809-1882). Wtedy nie było globalizacji i przemysłowo uwarunkowanej katastrofy ekologicznej, ale najwyraźniej Karola Darwina można również uznać za „predyktora” wydarzeń związanych COVID-19. Jego teoria mówi tylko o tym, że przetrwają ci, którzy dostosowują się do środowiska i realnych zagrożeń dla ludzkiej egzystencji (jako jednostki i jako część gatunku ludzkości), a mianowicie:

– Czy COVID-19 jest zagrożeniem? Pewnie!

Ponieważ wszyscy byliśmy świadkami rozwoju epidemii na przykładzie krewnych i przyjaciół. Jest to powszechnie zrozumiane (z wyjątkiem nihilistów, nie tylko COVID-19, ale wszystkiego, nawet tego, co oczywiste).

– Czy istnieje sposób na przetrwanie w tym zagrożeniu (tj. przystosowanie się)? Pewnie!

Mówimy o barierze między infekcją a osobą, na którą ta infekcja ma destrukcyjny wpływ.

Otrzymaliśmy metody ochrony:

1. Bariera zewnętrzna:

-maski, rękawiczki, środki dezynfekujące itp.

2. Bariera wewnętrzna:

– od infekcji zawsze był jeden: odporność.

Szczepienie jest sposobem na wygenerowanie specyficznych „bojowników komórek”, które dosłownie działają jako „łapacze” wirusów, które dostały się do organizmu, uniemożliwiając im przedostanie się do konkretnych komórek i rozpoczęcie procesu reprodukcji, a co za tym idzie niszczenia człowieka.

Przedstawiłam to wszystko w prymitywnej formie tylko z jednego powodu: artykułów naukowych o konieczności szczepień jest aż nadto, ale wiele z nich jest tak zawiłych, że nawet ja, jako lekarz, a nie immunolog, muszę przypomnieć sobie kilka dyscyplin, które studiowałam w instytucie, aby zrozumieć treści autorów tych artykułów.

Dalej – witajcie w samym procesie doboru naturalnego, proszę Państwa! Wszystko jest bardzo proste:

Ci, którzy ignorują potrzebę ochrony, dostają infekcję jeden od drugiego. Od tego czasu wszystko zależy od rezerw zdrowia samej osoby, aby poradził sobie z powikłaniami wirusa wpływającymi na jego organizm oraz zdolnością jego lekarza prowadzącego do prawidłowego i wczesnego diagnozowania i leczenia. Nie jest faktem, że ty i twój lekarz będziecie w stanie zawsze wygrać tę walkę i wyjść z niej bez utraty zdrowia. Oznacza to, że w tej bardzo naturalnej selekcji możesz stać się „słabym ogniwem”. A ci, którzy otrzymali „tarczę” w postaci szczepionki odpornościowej spotkają się z infekcją, pokonując ją kaszlem, tak jak w przypadku zwykłego ARVI (ostra infekcja wirusowa dróg oddechowych – przyp.red.), i będą dalej żyć bez obawy, że „rzucą się” w jedną z kolejnych „fal” COVID-19.”

762

„Jestem tu bez swojego personelu i bez ciasta, ale pieniądze i tak znikają. Wyobraź sobie, że od dnia naszego wyjazdu wypiłem tylko jedną butelkę szampana i to nie na raz” – napisał Aleksander Siergiejewicz Puszkin w liście do przyjaciela w lipcu 1831 r.  Rosyjski poeta uciekł przed cholerą na kwarantannę w Carskim Siole i nawiązywał w ten sposób do epidemii, która nawiedziła Rosję.

4 lipca 1831 Petersburg zbuntował się przeciwko surowym restrykcjom sanitarnym. Niektórzy buntownicy uważali pandemię za fikcję, inni z kolei za sprytnie zaaranżowany sabotaż, a nawet podstępną serię zatruć. Zanim interweniowało wojsko, główny szpital miejski był oblężony przez tłum. Car Mikołaj I osobiście brał udział w tłumieniu zamieszek.

Wybuchy epidemii cholery w XIX wieku zdarzały się regularnie, ale epidemia z 1931 r. była szczególna, ponieważ w ciągu kilku miesięcy zmarło prawie pięć tysięcy osób (połowa stwierdzonych przypadków). W Petersburgu odbywało się wtedy sporo prac budowlanych, a latem w mieście pojawiło się wielu przybyszów zatrudnionych do prac sezonowych. Oni jako pierwsi zachorowali z powodu złego jedzenia i korzystania z brudnej wody z rzeki.

Absurdy, które się wtedy wyczyniały, początkowo mogły bawić, ale potem stały się przerażające – mówi Ksenia Barabanova z Centrum Historii Środowiska i Techniki (CETH) Europejskiego Uniwersytetu w St. Petersburgu (EUSP). – Na przykład władze najpierw zaapelowały, aby nie pić dużo alkoholu, ale potem powiedziały, że aby pokonać chorobę, można wypić szklankę. Ludzie zaczęli masowo pić.  Potem był rozkaz, żeby wszystkich pijanych zabierać do szpitala, więc zdrowych pijaków hospitalizowano, a jednocześnie wśród ludzi zaczęły krążyć plotki. Że lekarze zabierają zdrowych ludzi do wypompowywania krwi.

„Nie ma cholery! Co to za cholera?!” – tymi słowami zniechęconego Aleksandra Bashuckiego, adiutanta generalnego gubernatora Sankt Petersburga, przywitali buntownicy z Placu Sennaja – rozgrzani mieszczanie, którzy domagali się zniesienia restrykcji sanitarnych i szybkiego powrotu do zwykłego wielkomiejskiego życia.

Podobnie jak w naszych czasach, negacjoniści cholery różnili się między sobą- wśród nich ponoszący różnego rodzaju straty przedstawiciele małych firm i po prostu sceptycy, którzy odmawiali uznania choroby za chorobę, a także element przestępczy i zdesperowani krewni zmarłych.

Ku przerażeniu władz miasta, wszyscy, którzy wątpili w istnienie cholery, znaleźli siłę, by zjednoczyć się przeciwko jej leczeniu. W lipcu 1831 r. główny szpital w stolicy został zajęty przez denialistów, pacjentów „zwolniono”, a w celu wykazania, że wcale nie chorują, uroczyście przepędzono ich przez plac. Aby stłumić niepokoje użyto wojska i car Mikołaj I sam zwrócił się do tłumu. Udało się w ten sposób uspokoić sytuację na kilka dni, ale już 23 lipca wybuchły zamieszki połączone z atakami na lekarzy (15 z nich zmarło). Niepokoje w imperium nie ustały, dopóki sama epidemia, która przybyła z Indii, nie zaczęła ustępować w tym samym roku.

Teoria spiskowa, według której choroba była spowodowana zatruciem, wywodziła się z naiwnej obserwacji przebiegu manifestacji pierwszych objawów choroby. Dlatego bardzo szybko stała się popularna. Świadek tych wydarzeń Osip Przetsławski pisał: „Nagłość choroby, jej okropne objawy oraz fakt, że rozwinęła się bezpośrednio po złym jedzeniu lub wypiciu zimnego napoju, dały podstawy do przekonania, że ​​nie ma epidemii i że ludzie ulegli zatruciu”.

Niewykształceni mieszczanie wierzyli, że objawy cholery skrywają działanie trucizny, którą można spryskać warzywa, owoce, ubrania, kwas chlebowy, które zostały pozostawione bez opieki, a nawet samą rzekę Newę. W 1831 roku w Polsce wybuchło powstanie, a po stolicy rozeszły się pogłoski, że polscy tubylcy chcąc pomścić swoje porażki potajemnie wlali do rzeki ogromne ilości arszeniku. Strach szerzył się, a podejrzenia zaczęły padać na osoby noszące fiolki z płynami medycznymi, które niedoinformowani ludzie mylili z trucizną. W Petersburgu utworzono oddziały w celu poszukiwania „podejrzanych” i ich trucizny. Złapani „na gorącym uczynku” byli czasami zmuszani do wypicia całej zawartości apteczek, potem byli bici do nieprzytomności lub zmuszani do odebrania sobie życia.

O polowaniu na „trucicieli” wspominał rosyjski pisarz Aleksander Hercen. Natomiast żona poety Niekrasowa, Awdotia Panajewa, w ten sposób opisała atak, który obserwowała na własne oczy:

„Widziałam z balkonu, jak „truciciel” został złapany w małym sklepie na ulicy Oficerskiej, natychmiast utworzył się tłum, a nieszczęśnika wywleczono na ulicę. Jego ojciec pobiegł go ratować. Sklepikarze i wielu innych dobrze znało jego ojca i ledwo udało mu się przekonać tłum do zabrania truciciela na policję i pójścia z tłumem na posterunek policji, który znajdował się nieopodal w małej uliczce. Postać nieszczęsnego „truciciela” była posępna, jego ubranie było podarte, twarz zakrwawiona, włosy potargane, sam nie mógł już chodzić.”

„Był to biedny urzędnik. Opuszczając nabożeństwo kupił funt mąki ziemniaczanej i włożył zawiniątko do kieszeni płaszcza; orientując się, że zapomniał kupić cukier, wszedł do małego sklepu, kupił pół funta cukru, schował go do kieszeni, ale papier z mąką ziemniaczaną porwał się i poplamił mu rękę. Sklepikarze, widząc to, krzyczeli: „Truciciel”.”

Odrzucenie środków sanitarnych i restrykcyjnych w stolicy nie zawsze było podyktowane tylko zaściankowością lub łatwowiernością w plotki. Niektórzy z oburzonych ponieśli duże straty ekonomiczne, za które mieli nadzieję wyrównać rachunki. Handlarze owocami skarżyli się generalnemu gubernatorowi Sankt Petersburga, Peterowi Essenowi: „… wyrzucamy stosy jagód; brzoskwinie, śliwki i różne owoce zmarnowały się w ogromnych ilościach”. Podobnie jak w naszych czasach, ucierpiała działalność restauracyjna, zwłaszcza sprzedaż potraw wędzonych i solonych, których zalecano unikać w czasie epidemii. Lekarze wzywali do samoizolacji, a dochody karczm spadały, nawet jeśli były otwarte. Wzrastało więc niezadowolenie przedsiębiorców.

Krewni zmarłych na epidemię, którzy nie otrząsnęli się z żalu, żywili jeszcze większą niechęć do lekarzy. Według żyjącego w tamtych czasach rosyjskiego dramaturga i aktora Piotra Karatygina początek lipcowych zamieszek zapoczątkowała wiadomość o śmierci żony woźnicy jednego z kupców, hospitalizowanej podczas jego nieobecności, a wcześniej całkowicie zdrowej. Mężczyzna nie mógł zrozumieć szybkiego przebiegu choroby, ale dopiero pod koniec zmiany zastał żonę w „martwej” części szpitala. Wytrzymała tylko kilka godzin, bo była naprawdę chora, ale plotka o bandyckich lekarzach zdążyła rozejść się po Petersburgu.

Wydarzenia, które nastąpiły później, wywołały przerażenie wśród wykształconej części społeczeństwa. Szpital na Sennaya Ploshchad został zdobyty szturmem, a kilka osób zginęło z rąk tłumu. Uważano pacjentów za ofiary lekarzy i „uwalniano” ich od „niepotrzebnego” leczenia. Jak się okazało, nie wszyscy hospitalizowani wierzyli, że zostali zarażeni. Umieszczono ich na wozach i zaczęto pokazywać wszystkim zgromadzonymi jako dowód oszustwa. Komandor wojskowy Pavel Bashutsky widział, co stało się dalej: „Od rogu szpitala powoli rozciągała się osobliwa procesja: kilkanaście łóżek niesiono wysoko na ramionach, za nogi, nad głowami tłumu. Stojąc na nich ludzie w szpitalnych koszulach i czapkach wesoło tańczyli, śpiewali i pili za zdrowie napierających na szpital… Lud rozstąpił się, torując drogę i witając tę ​​triumfalną procesję śmiechem i entuzjastycznymi okrzykami.”

Kres krwawym zamieszkom, które przerodziły się w imprezę, położyła interwencja wojsk – Straży Życia pułku Siemionowskich, którzy okrążyli plac Sennaya. Kiedy niektórych uczestników zamieszek aresztowano, a innych zepchnięto na bok, na miejscu niespodziewanie pojawił się car Mikołaj I i osobiście zwrócił się do tłumu. Doniesienia o tym, jak do tego doszło są różne. Według jednej wersji cesarz pokazał ostatkom tłumu butelkę stosowanego ówcześnie medykamentu, którym próbowano leczyć cholerę i popijając jej zawartość na oczach wszystkich, zademonstrował, że tu wcale nie chodzi o truciznę. Towarzyszący cesarzowi lekarz zbladł ze zgrozy i ostrzegł Mikołaja, że ​​może stracić zęby (lek zawierał rtęć). – W takim razie zrobisz mi nową szczękę – odpowiedział chłodno król.

Inna wersja mówi o tym, że car nikogo nie przekonywał, tylko opierał się na swojej brutalnej sile. – Na kolana! – warknął. – Czy jesteście Rosjanami? Dlaczego buntujecie się jak Francuzi czy Polacy? Ja ponoszę odpowiedzialność za was przed Bogiem!” Spotkanie cesarza z ludem zakończyło się obopólną zgodą, a Mikołaj, który lekceważył zasady samoizolacji, pocałował nawet jednego z buntowników w czoło.

Wybuch przemocy ze strony negacjonistów cholery zakończył się w krótkim czasie, ale przerażenie i nieporozumienie wywołane rozprzestrzenianiem się choroby pozostały. Wielu z tych, którzy w ogóle nie zamierzali chwytać za broń, nie ufało medycynie. Ratunku szukali u szarlatanów, guślarzy i w wymyślonych przez siebie metodach leczenia. Według rosyjskiej pisarki Awdotji Panajewy byli tacy, którzy smarowali się kocim tłuszczem, spożywali smołę, pili byczą krew (a nawet spożywali ją w szklankach). Wzbudziło to zainteresowanie i naśladownictwo. Gubernator generalny Moskwy, książę Dmitrij Golicyn, dał się porwać metodom uzdrowiciela ludowego Chlebnikowa – zwalczał chorobę zakaźną dwoma składnikami: octem i sianem, które gotowano w garnku.

Jeszcze bardziej wyrazista od innych była metoda leczenia, wynaleziona osobiście przez innego arystokratę – gruzińskiego księcia Okropira i określana mianem „kototerapii”. Informacje o niej zachował historyk XIX wieku Michaił Pilyaev.

„Liczny personel tego księcia obejmował kilku czarowników od różnych chorób. Uważał ich za jedynych ekspertów i praktyków medycyny. Ale kiedy pierwsza fala cholera objęła stolicę, czarownicy księcia zostali zastąpieni przez koty. Natychmiast zwrócił się do czarowników, ale byli bezużyteczni. W rozpaczy wysłał wszystkich swoich ludzi po lekarzy. Pozostawiony sam sobie, biegał od kąta do kąta, nie wiedząc, co robić, i przypadkowo potykając się o swojego ukochanego kota. Wyobraź sobie jego zdumienie, gdy ogrzany przez dotyk jego ulubieńca, poczuł ulgę i wkrótce zasnął. Kiedy otworzył oczy, przed jego krzesłem stał w milczeniu tłum lekarzy. Od tego czasu książę kotów Okropir uważał je za jedyne panaceum nie tylko na cholerę, ale także na wszystkie choroby, a ponad sto tych czworonogów zostało na zawsze jego współlokatorami”.

Oprócz pogodnych ekscentryków na tle epidemii wyróżniają się profile złośliwych osób, które przyczyniły się do ignoranckich zamieszek. Przynajmniej jeden podżegacz, niejaki kapitan sztabowy Sverchevsky, zapisał się w historii ze swoimi proklamacjami. Przemawiał on w ten sposób: „Prawosławni chrześcijanie, wielcy Rosjanie! Z twojej dobrej natury nie podejrzewacie, że wasi szefowie są waszymi najgorszymi wrogami, którzy wzięli od Polaków dużą sumę pieniędzy, aby was wszystkich otruć”.

Źródła:

https://tass.ru/obschestvo/11772725

https://rusklik.tvnet.lv/7272686/holera-v-carskoy-rossii-i-covid-19-raznica-v-200-let-grabli-te-zhe

https://spbdnevnik.ru/news/2021-07-05/segodnya-ispolnilos-190-let-holernomu-buntu-v-peterburge

167

Berliński start-up medialny „The Buzzard” testuje aplikację informacyjną, która ma pomóc ludziom identyfikować fałszywe wiadomości i teorie spiskowe. Aplikacja jest testowana od ponad roku w kilku niemieckich szkołach, na przykład w Gimnazjum Goethego w Weimarze.

Uczniowie Weimar Goethe-Gymnasium zajmuje się analizą fałszywych informacji od ponad roku. Na zajęciach prowadzą codzienne debaty, na przykład na temat pojawiających się informacji na temat szczepień czy wyborów w USA. Uczniowie od roku korzystają też z aplikacji start-upu medialnego „The Buzzard”.

Aplikacja jest testowana w szkole i codziennie proponuje trzy różne tematy, pokazując uczniom artykuły, które są dostępne w internecie, mające im pomagać w lepszym identyfikowaniu fałszywych wiadomości i teorii spiskowych.

Maika Schmitt wyjaśnia uczniom podstawy krytycznego analizowania informacji podczas warsztatów. Schmitt jest pedagogiem medialnym w „The Buzzard”: „Jeśli chodzi o fake-newsy i teorie spiskowe, bardzo ważne jest, aby wiedzieć, skąd pochodzą i weryfikować fakty. Aby to zrobić, ważne jest poznanie wielu perspektyw. To pomaga wyrobić sobie opinię i dowiedzieć się, co jest prawdą, a co nie”, podkreśla Schmitt.

Jednak nie wszyscy ufają mediom, więc możliwe, że odrzucą również artykuły oferowanym w aplikacji. Maika Schmitt odpowiada na ten argument w następujący sposób: „Cóż, oczywiście nie można zmusić ludzi do niczego. Ale myślę, że nasza oferta jest dobra, ponieważ jest bardzo szeroka. Proponujemy treści nie tylko znanych mediów, takich jak nadawcy publiczni, ale także blogi, zagraniczne lub mniejsze media.”

Jak zauważa nauczycielka nauk społecznych Juliane Thaler, aplikacja sprawia, że ​​uczniowie są bardziej krytyczni. Thaler obawia się jednak, że projekt dotyczący aplikacji Buzzard może być krótkotrwały. Ponieważ projekt wspierany przez sponsorów jest początkowo przewidziany tylko na rok, to jego kontynuacja nie jest pewna. W opinii Juliane Thaler inicjatywa powinna być jednak kontynuowana. Dlatego chce, aby państwo wspierało tę aplikację.

Twórcy aplikacji mają również nadzieję na dotarcie do jeszcze większej liczby szkół. W Turyngii do tej pory uczestniczyło tylko Goethe-Gymnasium. W Saksonii objęte programem są szkoły w Lipsku i Kitzscher. W szkołach Saksonii-Anhalt aplikacja „Buzzard” nie została jeszcze uwzględniona w programie nauczania.

Źródło

673

Justyna Socha- jedna z głównych twarzy polskiego ruchu antycovidowego, a zarazem asystentka posła Konfederacji Grzegorza Brauna, w jednym ze swoich ostatnich postów na Facebooku porównała obecną sytuację w Polsce z sytuacją panującą podczas wojny w gettach żydowskich.

Cytując fragmenty artykułu Diany Walawender opublikowanego na portalu Historia.org.pl oraz książki Urszuli Glensk „Hirszfeldowie: zrozumieć krew”, caryca antycovidowców w atmosferze grozy buduje analogie odnoszące się do szczepionek lub kwarantanny, a także stwierdza, że można porównać niektórych polskich ekspertów medycznych do lekarzy nazistowskich. Wpis zawiera również sugestie, że nie wyciągnęliśmy żadnych wniosków z wydarzeń okresu II wojny światowej, a historia właśnie zatoczyła koło.

 

1399

Czołowy norweski teoretyk spiskowy, który uważał, że COVID-19 to mistyfikacja , zmarł z powodu infekcji koronawirusem zaledwie kilka dni po zorganizowaniu dwóch nielegalnych zgromadzeń w swojej posiadłości.

60-letni Hans Kristian Gaarder z Gran, gminy położonej 40 mil na północ od Oslo, po śmierci, którą poniósł 6 kwietnia uzyskał pozytywny wynik testu na obecność wirusa – poinformowali w tym tygodniu urzędnicy norwescy.

„Mężczyzna w wieku około 60 lat, mieszkający w Gran, zmarł po przebyciu COVID-19. Przed śmiercią nie badano go na obecność koronawirusa, ale pośmiertnie potwierdzono, że był zarażony wirusem” – podała gmina Gran w oświadczeniu na swojej stronie internetowej.

Śmierć Gaardera nastąpiła kilka dni po zorganizowaniu dwóch nielegalnych przyjęć domowych w dniach 26 i 27 marca. Nie wiadomo, ile dokładnie osób w nich uczestniczyło. Podobno Gaarder był chory już od kilku tygodni, ale utrzymywał to w tajemnicy, jak donosi newsinenglish.no.

Lokalne media podały, że od tego czasu kilkunastu uczestników tych imprez uzyskało pozytywny wynik testu na obecność wirusa.  

„Nie wiemy, ile osób brało udział w tych imprezach, ale prosimy wszystkich uczestników, aby jak najszybciej przystąpili do przeprowadzenia testów na koronawirusa” – poinformowała policja w komunikacie prasowym, zgodnie z doniesieniami newsinenglish.no .

Gaarder był zaciekłym teoretykiem spiskowym, który wykorzystywał różne kanały mediów społecznościowych do rozpowszechniania fałszywych informacji dotyczących pandemii koronawirusa, a także wyborów w USA w 2020 roku.

Często też porównywał COVID-19 do „czegoś, co będzie jak przeziębienie lub lekka grypa”. Gaarder często publikował również na temat iluminatów. W zeszłym miesiącu gmina Gan zakazała spotkań towarzyskich, aby zapobiec dalszemu rozprzestrzenianiu się wirusa.

Według Światowej Organizacji Zdrowia od początku pandemii Norwegia radzi sobie lepiej niż sąsiednia Szwecja, zgłaszając ponad 106 000 potwierdzonych przypadków i nieco ponad 700 zgonów.

429

Polityk Konfederacji Janusz Korwin-Mikke wystąpił we wczorajszym programie TVP „Minęła Dwudziesta”, gdzie wyraził swoją opinię na temat polityki rządu w sprawie pandemii koronawirusa. Stosując we wczorajszych wynurzeniach typową dla siebie retorykę nazwał Adama Niedzielskiego masowym mordercą, po czym stwierdził, że gdyby rząd nie pozwolił umrzeć rok temu czterdziestu tysiącom ludzi, to dzisiaj nie mielibyśmy problemów z pandemią.

„Ile by zmarło na koronawirusa? Tyle samo albo i mniej. Państwo zapominacie, że myśmy nie pozwolili ludziom przechorować. Trzeba było pozwolić umrzeć rok temu 40 tysiącom ludzi i teraz by umierało dziennie 20 osób, 30 osób. Tylko by się ta choroba przewaliła. A myśmy chcieli ludzie ratować wtedy za wszelką cenę i efekt jest taki, że ginie nie 40 tysięcy, ale 62 tysiące ludzi. (…) Może lepiej, by umarło trochę więcej ludzi, ale umarłoby w łóżkach, a nie w szpitalach. Wcale nie jest przyjemnie umrzeć w szpitalu”.

 

464
Lekarz Bartosz Fiałek opublikował na swoim profilu post, w którym wyjaśnia, że nie tylko producenci szczepionek korzystają z linii komórkowych stworzonych na materiale biologicznym pobranym z embrionów. Wymienia przy tym listę ponad 20 leków, przy produkcji których takie linie są wykorzystywane. W zestawieniu znalazł się m.in. paracetamol i ibuprofen.
– W produkcji szczepionek AstraZeneki i Johnson & Johnson korzysta się z linii komórkowych stworzonych na materiale biologicznym pobranym od abortowanych płodów. To budzi sprzeciw moralny – powiedział w środę bp Józef Wróbel, przewodniczący Zespołu Ekspertów Konferencji Episkopatu Polski ds. Bioetycznych.

Niektórzy producenci ww. leków, KORZYSTAJĄ w badaniach przedklinicznych z… linii komórkowych HEK 293 (ludzkie embrionalne komórki nerki 293) lub im pochodnych –
wyjaśnia Bartosz Fiałek. Ciekawe, czy należący do episkopatu, który śmie głosić antyszczepionkowe i nienaukowe treści, nie korzystali nigdy z leczenia bólu za pomocą paracetamolu czy ibuprofenu, nadciśnienia tętniczego przy udziale amlodypiny, choroby wrzodowej żołądka i dwunastnicy zażywając omeprazol czy cukrzycy typu 2 stosując metforminę.

❗ Episkopacie, dajcie żyć!

1. Paracetamol – leczenie bólu oraz gorączki.
2. Ibuprofen – lek przeciwbólowy,…

Opublikowany przez Lekarz Bartosz Fiałek Piątek, 16 kwietnia 2021

RANDOM POSTS

1490
W ostatnich latach rośnie zainteresowanie czynnikami psychologicznymi, które napędzają popularność teorii spiskowych. Ludzie mogą być podatni na teorie spiskowe, gdy pozwalają one zaspokoić ważne...